środa, 2 lipca 2008

Przyjechał Wrzanio

Wtorek godnia siodma rano telefon do Bartka z zpaytanie czy Wrzanio już jest.
Godzina 8 23 czekam na tramwaj na teki:D Okazało się, ze przyjechałem 10 minut po Wrzaniu. Zapaliliśmy fajeczkę wszyscy zdążyli zauważyć, że schudl potężnie w tej Angli.
Zanim jeszcze zaczęło sie "właściwe" przywitanie, Wrzanio poszedl oddać krew ale zanim zdążył wyjść walnęliśmy jeszcze kielona. A krwi i tak, jak się poźniej okazało, mu nie przyjeli. Bartek poszedł po wpis z czegoś tam, ale wkońcu wszystkie sprawy były już załatwiome i mogliśmy usiaść przy stoliku zacząć...
BYła godzina może 11, na pierwszy ognień poszło piwko, a potem polecieliśmy z bananówką, dalej potoczyło się już dosyć szybko kolejna bananóka i wypa do Saturna po kamerkę internetową. No i po udanych zakupach, skok do tawerny na jakies piwko, w tawerni trche sie wszyscy pościnali, było gorąco i wogole(wszyscy byli już nachlani). Więc wypilismy piwko i poszlo zarzadznie o powrocie do akademca. Oczywiście długo nie siedzieliśmy i suchych pyskach. Bartem wykonał manewr na meline i już po chwili na stole stąla butelka o lodowym zbarwieniu bez zadnej etykiety, wygladał jak star dobra polska wódka. Ale i ta nie ostała się dlugo:D Jeszcze gdzieś po drodze już nie do końca kojarze w którym momencie bylismy w sklepie po jakies piwka. No ale zblizla się już godzina 6, więc powoli zacząłem się zbierać gdyż byłem jeszzce na wieczór umowiony z Anią. na Wyjście wypiłem jeszzce ze 3 albo 4 kieliszki tak na rozjeście. Wyszedłem z Bartkiem na przystanek, czekamy na tramwaj z numerem jede, ktory miał mnie odwieźć prosto do Ani. Ale przecież to nie mogło potoczyć się tak latwo. Bartek wbił się ze mną do jakiegokolwiek tramawaju, 3 przystanki dalej wysiedliśmy i skoczyliśmy do sklepu po piwko...
Już z zimnym piwkiem usiedliśmy w jakimś parku na ławce. Mieliśmy wypić piwko na szybki, ale oiwko weszlo w bardzo dobrą interakcje z naszymi wcześniejszymi trunkami i zaczeliśmy sobie gadac z Bartiem o róznych bzdurach i nie bzdurach i zeszło nam z 1,5h. No ale wkońcu jak jjuz widziazem ze przejchała już chyba 4 albo 5 jedynka zebralismy się, każdy wsiadł w tramwaj i pojechal w swoją stronę. Jechałem z myśla, że jeszcze nie koniec dnia, że jeszcze gdzieś zaszaleje. Ale jak przyjechałem już do Ani (dopiero w konforntacji z osobą trzeźwą zauważylem jak bardzo jestem napierdolony) okazało się, że to jednak koniec dnia, Ania był zmęczona po pracy i nie za bardzo skołonna była do szaleństw tego dnia. No to cóż obejrzeliśmy kolejny film, ja jakoś nie miałem nastroju na film( po prostu byłem chyba za bardzo narąbany, żeby się skupiać na czymkolwiek). Dletego przez większośc filmu gadąłem sobie z kumpelą.
No a dzisiaj poranek był tak mega kiepski, ze naprawde ciżko to opisać, dawno się tak źle nie czułem. POzeganałem się z Anią, która wyjeżdża dzisiaj na Opner Festiwal.
I teraz muszę sie jeszcze pozbierać troche i spadam do Bartka, z ktorym jutro będę wracał do domu.

Brak komentarzy: