piątek, 27 lutego 2009

No i wkońcu Piotr wrócił z Portugalii. 

Po wyrwaniu kilku cudzoziemek, wypiciu hektolitrów wina z winogron, wrócił na sare śmieci, do wyrywania polek i picia naojów winopodobnych. 

Wieczór maiłbyć stracony, ledwo żywy po przespaniu 2,5 godziny noc wcześniej i po rozmowie z moim ćwiczeniowcem, miałem spać i nic nie robić:D 

Ale jak zwykle się nie udało:D spałem pół godziny wieczorem i przyszedł Kuba z piwkiem, potem zadzwoniłem włąśnie do Piotra i tak juz pomysł na spanei skończył się totalnie... 

Andrew skoczył po leśne przysmaki i tak zaczał się nasz wieczór, po chwili przyszedł Piotrek, oczywiście nic nie odbyło by się u nas bez Kuby:D Plan był taki żeby coś wypić i skoczyć pobawić się do Aqua, ale aqua zamykali jak jak tam poszliśmy, więc jakoś inaczej musiliśmy sobie zoorgaznizować czas:D

Więc wysłaliśmy misję, po alkohol na łagowskiego:D Ekipka wróciłą i zaczęliśmu rozpracowywać buteleczki:D I wpadł mi do głowy kolejny wspaniały pomyysł, że jeszcze nigdy nie siedziałem na lodówce w naszym mieszkniu:D (dochodzę do wniosku, że lodówka chyba strasznie mnie intryguje) a żeby jeszcze było śmieszniej to zaczeliśmy puszczać bańki mydalne z góry:D 

Potem jeszcze posiedziałem sobie w zlewie:D 

Brak komentarzy: