środa, 17 czerwca 2009

Pożegnanie Oli na campusie:D

No i wkońcu wieczór warty opisania:D

Rozpoczęło się wszystko od tego że mieliśmy iść na campus na imprezę po tytułęm pożegnajmy Olę która wyjeżdża do gliwic:D Z pierwszych przesłanek wychodziło na to że impreza ma zacząć się o 18 już, ale jak sie okazało z domu wyszedłem chyba po 21:D Mój plan wyglądał mniej więcej w ten sposób ze wypije komandosa i wróce do domu, ale już od początku plan się posypał gdyż w żabce komandosy się skończyły... w jednej i w drugiej a wdrugiej tak naprawdę wogóle skończył się alkohol. Ale nie zrażeni tym małym niepowodzeniem kupiliśmy sobie po ruskkim szampanie. Doszliśmy na campus przysiedliśmy na kocyku, piliśmy szampana leciał jakiś nudny temat, przyszedł Wojtek i przyniósł ze sobą jakąś wódkę, więc napiłem sie tez tego wieczora wódki:D Ale dalej nie było ognia, więc ruszłem się z Radkiem na stronę n amałe conieco:D Potem już w sumie miałem gdzieś o czym kreci się rozmowa, zauważyłem rower Łajzy i to był moment jak znalazłem się na nim ze słuchawkami na uszach:D I to w sumie była największa rozrywa tego wieczora. Potem jeszcze przysiadłem na chwile na kocyku i zrobiłem standardowe już angielskie wyjscie:D 

Ale powrót do domu nie był najprostrzą droga jaką dało sie zrobić:D i prawie zdecydowałem się jechać do Wrocławia... 

Brak komentarzy: