wtorek, 22 kwietnia 2008

Gdańsk

  Dzisiejszego dnia o godzinie 7 rano pojawiłem się w Opolu po 5-dniowych szkoleniach w Gdańsku, dokładnie rzecz ujmując byłem na NetVision, serii szkoleń i warsztaów oragnizowanych już 8 raz.
Szczerze mówiąc spodziewałem się czegoś innego po samych wykładach i warsztatach. Myślałem, że będzie to bardziej, pomimo wszystko profesonalne. W większości w sumie była to lekka "podpierdółka".
  Ale bynajmniej nie mówię, że wyjazd był nieudany. Było po prostu super, poznałem w cholere nowych wspaniałych ludzi. Zobaczyłem nie mało, bo jednak Politechnika Gdańska w porówniau z moim Uniwerkiem, naprawde daje do myślenia. W Gdańsku tak naprawde pierszy raz w życiu zobaczyłem tak dużo chorobliwie ambitnych ludzi. Czasami, aż można było się dziwnie poczuć.
Ale ludzie których tam poznałem na zawsze pozostną w mojej pamięci, bardzo otwarci, lubiący dobrą zabawe, a jednocześnie ambitni i przyjaźni.
  Wszystkim, których chociaż troche zainteresuje tematyka tych szkoleń gorąco zparaszam na NetVision w przyszłym roku. Ja mam nadzieje, że w przyszłym roku się tam pojawie znowu.

A teraz troche mniej formalnie co do tego wyjazdu.
  Pierwsze słowo jakie przychodzi mi namyśl: OGIEŃ!!! W pełnym tego słowa znaczeniu. Jeżeli chodzi o impreze integracyjną, (za którą dziękuje) był naprawde czad. Na początku wszyscy mysleliśmy że wypijemy po piwku, które zostało nam zapewnione przez organizatorów (respect dla nich), wyjdziemy i poprostu pójdziemy spać, tymbardziej, że tego samego dnia rano dopiero dojechaliśmy do gdańska po 12-godzinnej podrózy. Ale nie. Przed godziną 23 przy 3 piwku ogłoszono konkurs tańca od którego ten właśnie ten wieczór sie zaczął. Potem już tylko poleciały nastepne piwka, następne godziny... i tak do 3:30.
  Następny dzień rano wykłady z których pierwszy nie mógł skończyć sie inaczej jak "gwódź" w ostatni rzędzie. Potem jeszcze pare wykładów. Między innymi wykłąd z nowoczesnego coachingu, po którym pobiegliśmy przpisać sie na warszaty z tego zagadanienia... Gość prowadzący ten wykład naprawde dał czadu, wszyscy byli zachwyceni. Po czym na samych już warsztatach myslę że zawiódł wiele osób, , mnie na przykłąd tak i ludzi będących ze mną też. Ale stosując się do założeń tegoż szkolenia nie skuopiajmy się na złych rzeczach...
  Mianowicie potem mieliśmy wszyscy cała 9 wyskoczyć do Sopotu na clubbing...( był to piątek - nie polecam clubbingu w piątek w Sopocie) wyskoczyła nas 3, do momentu w którym zaczeliśmy szukać knajpy na piwko było super... okazało się bowiem, iż we wszystkich clubach w Sopocie w Piątek trzeba mieć ze sobą karte clubową... w co nie do końca chce mi się wierzyć, myśle że to była po prostu dopra wymówka żeby nas nie wpuścić... jakież to smutne... hehe
No a Sobota była dniem w którym mieliśmy wylądować na bankiecie, takim z garniakami itp., no szans nie było żebym poszedł tam tak ubrany i pomimo, że napoczątki impreze leciała zmułą z kilometra to zajebiście się rozkręciła.
  Gdańsk poznał, już w sumie znał z poprzednich lat ogień jaki potrafimy zrobic.
Nie dam mu o sobie zpaomnieć...

Jak tylko znajde jakiś dobry kabel do aparatu to zdam jeszcze jakąś fotorelacje z tego wyjzadu.

Brak komentarzy: