Witam,
Myśle ze zdązyliście zauważyć, że autor w tłumaczeniu polskim to Jan Gwóźdź... to właśnie ja.
Nie są to dwa przypadkowe słowa zestawione ze sobą, mają one szczególne znaczenie ale o tymkiedy indziej.
Zeby troche sie rozkrecić pozwole sobie wstawic moją ciekawą i śmieszną opowiazdke o tajemniczym tytule: "Życie Fredka, czyli..."
Pisałem ją już odbrych pare lat temu dlatego nie odnoście się do niej zbyt krytycznie, napisane jestprostym językim, zrozumałeym dla wszystkich. Zresztą od tamtej pory nie za wiele sie zmieniło w styu mjego pisania.
Ale do rzeczy, jeżeli myślicie ze jest to blog teamtyczny to sie mylicie, typowo blogowe podejście, czyli pamietnik nastolatka też nie.
Tak właściwie sam jeszcze niw wiem o czym bedzie, może po jakimś czasie ukształtuje sie jego tematyka i ogólny styl.
Alfred był młodym człowiekiem o spokojnym usposobieni. Czasami lubił dobrze się zabawić i nie widział w tym nic złego. Nie był religijny, ani nie miał jakiś konkretnych zainteresowań. Jego ulubionym zajęciem było wpatrywanie się w akwarium wraz ze swoim wiernym towarzyszem Mućkiem.
Zaczynał się jego kolejny dzień była to sobota. Obudził się i poczuł, że niesamowicie chce mu się pić. Pomyślał: ”Normalne przecież wczoraj był piątek”. Tego sobotniego ranka miał wielką ochotę pojeździć sobie na deskorolce. Był całkiem przyjemny dzień, słoneczko świeciło i nawet dobrze mu się jeździło. Po pewnym czasie zmęczył się, więc poszedł do domu i napił się. Wziął swojego Mućka i razem poszli wpatrywać się w kawałek dzikiej, podwodnej przyrody - w akwarium. Weszli po schodach na górę, podążali w stronę pokoju gdzie mieli spędzić resztę tej pięknej Soboty, gdy nagle ich oczom ukazał się cień. Ten fakt nie zaintrygował ich. Wzięli swoje krzesła, usiedli, spojrzeli w akwarium i zobaczyli rzecz straszną… szyba była odsunięta i nie było ich kochanych rybek. W głowie Fredka zaczęły kłębić się różne myśli jego ciałem zawładnęły dreszcze, zimny pot wystąpił mu na czoło, nogi trzęsły mu się jak galareta, a serce biło mu jak oszalałe.
W myślach powtarzał sobie: „Myśl Fredek, myśl…”
W pierwszej chwili stwierdził, że może zjadł je Maciek. Spojrzał na niego… w tym momencie zauważył, że to nie mógł być on. Muciek, bowiem siedział, dziwnie wymachiwał łapkami jego oczy kręciły się we wszystkich kierunkach, kierunkach ogonek telepotał się jakby chciwą uciec. Wyglądał jak zawsze, gdy był zdenerwowany lub, gdy brakowało mu jego życiodajnej roślinki Mariguany. Fredek nie wiedział, co ma zrobić, zastanawiał się, ale myśl, że nie ma jego kochanych rybek, nie dawała mu spokoju. Przypomniał sobie, że idąc do pokoju, widział jakiś cień. Nie mógł jednak przypomnieć sobie jego konturów. Poszedł w miejsce gdzie widział cień i na dywanie zobaczył mokrą plamę. Dokładnie ją obejrzał. Powąchał jego doskonały nos mówił mu, że to jest woda z akwarium,
Dotarło do niego, ze ktoś musiał porwać jego rybki. Wybiegł z domu i rozejrzał się dookoła niestety widział tylko to, co zwykle na podwórku drzewo, dwie dziurawe opony od malucha i kawałek betonu, po którym jeździł na deskorolce. Nie miał doświadczenia w tropieniu zresztą jedyne, w czym miał doświadczenie to wpatrywanie się w akwarium. Spuścił głowę i jego oczom ukazał się ślad. PO wstępnej analizie ustalił, że jest to błoto naniesione prze kogoś. Fredek przyjrzał się z bliska, według niego nie było to zwykłe błoto, ponieważ jego kolor był troszeczkę inny, był jakby czerwony.
Pomyślał, że gdzieś już widział taką ziemie. „Tak!!!” Na dicovery, gdy był reportaż o Marsie. Pozbierał wszystkie swoje myśli, przyjrzał się jeszcze raz dowodom i wydedukował smutną hipotezę, że jego rybki zostały porwane przez kosmitów kosmitów Marsa. Do głowy przyszła mu kolejna genialna myśl, że skoro byli to kosmici to musieli gdzieś wylądować swoim latającym talerzem. Jeszcze raz spojrzał na podwórko tym razem w celu zlokalizowania miejsca lądowiska statku kosmicznego i zauważył coś, co wcześniej umknęło jego uwadze, mianowicie obok dwóch dziurawych opon od malucha była jakby nadpalona trawka, a opony były jakby trochę przysmażone. Dla Fredka było jasne, że jest to miejsce gdzie wylądowało UFO, które porwało jego kochane rybki.
Podszedł do „lądowiska” i pochylił się nad nim i poczuł na swoich plecach straszne gorąco, szybko uzmysłowił sobie,że to muszą być Marsjanie przypalający mu plecy laserem. Odwrócił się, spojrzał i coś go oślepiło, było to słońce, które przechodziło przez szybkę szklarni sąsiada.
Gdy tak stał i myślał zaczął się robić głodny, więc poszedł do domu, posilił się i w pełni sił wziął do rozwiązywania zagadki zniknięcia jego rybek. Pomyślał, że może jego koledzy mogliby mu pomóc. Szybko poszedł do swojego najlepszego przyjaciela Stefana, Gdy przyszedł do niego, Stefan akurat orał sobie pole, widząc Fredka bardzo się ucieszył. Od razu zaparkował swojego Retora z 1950 roku i podbiegł do niego. Stefan był wysoki, miał długie włosy i był niesamowicie chudy. W pierwszej chwili pomyślał, Ze Fresk chce iść na kolejną imprezę, ale, gdy zauważył, że nie ma z nim Mućka, domyślił się ze coś musi być nie tak. Podeszli do siebie przywitali się i` Stefan zapytał:
- Co się stało Mućkowi brakło mu ziółka czy jest chory?
- Nie Maciek załamał się po tym jak dzisiaj rano zauważyliśmy, że nie ma naszych ukochanych rybek.
Podejrzewam, że zostały porwane.
Słysząc to Stefan bardzo się zmartwił, wiedział ile dla Fredka i Mućka znaczą rybki. Pomyślał, że koniecznie musi im pomóc.
- A znalazłeś jakieś ślady?
- No raczej. Gdy przyszedłem do pokoiku gdzie stały nasze rybki od razu rzuciło misie w oczy, ze szyba przykrywająca akwarium jest odsunięta a rybek nie ma. Na dywanie w przedpokoju znalazłem, jakąś mokra plamę, a jeszcze wcześniej widziałem jakiś dziwny cień. Potem wyszedłem na podwórko i znalazłem błoto z Marsa…
- Czyli co…myślisz, że to kosmici…?
- Wszystkie ślady na to wskazują. Jestem prawie pewien, że to kosmici.
Postali chwile w bezruchu, poczym postanowili jeszcze raz przyjrzeć się śladom i razem poszukać miejsca, w którym mogli wylądować perfidni Marsjanie, którzy porwali ukochane rybki Fredka. Po przeszukaniu wszystkiego jeszcze raz, niczego nowego nie znaleźli. Był już wieczór po dłuższym rozpaczliwym rozmyślaniu doszli do wniosku, że już nic nie da się dzisiaj zrobić i postanowili swoje smutki zatopić w alkoholu. Wzięli ze sobą Mućka i wybrali się w stronę baru. Po drodze, na chodniku zauważyli ślad bardzo podobny do tego, który odnaleźli u Fredka. Przyjrzeli mu się dokładnie. Istotnie musiał być to ślad kosmity, ponieważ nie wyglądał na ludzki. Obok znaleźli kawałek karteczki, albo raczej kawałek nadpalonej folii z napisem przypominającym literki „IBI”. Po chwili zastanowienia, doszli do wniosku, że musi być to element ze statku kosmicznego, który gdzieś w okolicy się rozbił, Stefan przypomniał sobie ze zeszłą noc była bardzo jasna i gdy leżał w łóżku wydawało mu się ze niebo płonie. Ale bał się wstać, ponieważ wszędzie widział człowieka w dresie. Kolejny trop, kolejne poszlaki i domysły jednak w żaden sposób nie przybliżyło to ich do rozwiązania. Zastanawiali się, kto mógłby im pomóc. Pierwszą osoba, która przyszła Stefanowi na myśl był Zenon. Zadzwonili do niego. Szli do miejsca umówionego spotkania z Zenonem, gdy na kolejny ślad wpadł Maciek i od razu dał o tym znać pozostałym. Właśnie wtedy pojawił się Zenon, któremu jego towarzysze od razu zdali sprawozdanie z tego jak stoi sprawa. Dalej już razem kontynuowali śledztwo. W miejscu, w którym stali ślady skręcały w nieznane- na niedużo łączkę. Szli w ciemnościach, odbicia z czerwonego błota pojawiały się coraz częściej. Po godzinie wędrówki przez nieznane, dotarli do miejsca gdzie było czerwone błoto…
Myśleli, że wszystko na marne, ze ich cały wysiłek spełzł na niczym, gdy zauważyli, że po drugiej stronie grzęzawiska też są ślady. Ominęli je i szli dalej. Po kolejnej godzinie tułaczki doszli do jakiejś drogi. Po jej drugiej stronie stał bar o nazwie „Gospoda i Zdzicha”. To wydarzenie złamało ich ducha walki i cała ekipa się podłamała a szczególnie Muciek. Weszli do baru i zamówili pierwszą kolejkę…po kilku „głębszych” zebrali się do domu. Byli trochę rozweseleni, alkohol rozjaśnił ich umysły. W drodze powrotnej Fredek zaprosił wszystkich do siebie i że dzisiejszą noc wszyscy spędza u Fredka w domu.
Siedzieli przy stole, sączyli zimne piwko, w rogu pokoju brzęczał telewizor. Po dłuższym czasie nagle na nogi zerwał się Fredek i pobiegł po schodach na górę. Wziął wiaderko, które stało pod stolikiem pod akwarium. Pobiegł z nim do łazienki, wylał z niego wodę następnie napełnił je zpowrotem i wlał wódę do akwarium. Po czym znów pobiegł do łazienki po szklaną kule…z rybkami. Wpuścił na wpół żywe zwierzątka do akwarium i zasnął.
Jeżeli chodz o Mućka to wrzuce jego zdjecie za jakiś czas...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz